Precyzyjniej rzecz ujmując to poglądy polityków na gospodarkę nie maja żadnego znaczenia.
Po pierwsze: sprawa dotyczy realiów Polski lat 90tych i później. To wiele wyjaśnia.
Przyglądam się historii planów i programów gospodarczych kolejnych rządów i co z nich zostało po sprzątnięciu śmieci wyborczych z ulic. Zawsze i w każdym przypadku stwierdzam ze jest tak samo. Czy mamy prawice czy lewice rząd rządzi tak samo - czyli powiększa wydatki (raz więcej raz mniej, ale zawsze w tym samym kierunku). Czy mamy lewice czy prawice czy liberałów stale rosną podatki. I wreszcie czy mamy lewice czy prawice czy liberałów wyborcy dostają zawsze to samo: nieśmiertelnego towarzysza Szmaciaka oraz wynalazek nowych czasów : również nieśmiertelnego oligarchę (pozwolicie państwo ze nie będę wymieniał nazwisk)
Ktokolwiek jest u władzy ZAWSZE zwycięża program mafii urzędniczej i jej interesy. Jej program jest realizowany konsekwentnie i z identyczna zawziętością przez WSZYSTKIE rządy. Wystarczy spojrzeć na systematyczność przyrostu liczby urzędników. (tylko nie dajcie się nabrać na sztuczki typu: przesuwamy pracowników do gospodarstw pomocniczych albo do samorządów) Od 17 lat nie da się obniżyć podatków. od 17 lat nie da się zlikwidować funduszy celowych - one rosną i rosną pochłaniając monstrualne sumy poza jakakolwiek kontrola. od 17 lat nie da się zrobić porządnej reformy ZUS.
Przez 17 lat bierze góre zasada bezwładności układu, której konsekwencja jest powiększanie obszaru "mętnej wody" "szarej strefy" i innych równie nieciekawych zjawisk. Chęci są dobre, ale jak przychodzi do realizacji to jakoś wszystkim skrzydełka wyborcze opadają bo okazuje się ze nie da się nic zrobić żeby istotnie zmienić kurs polityki . Krótko mówiąc władza centralna może zrobić hmm... niewiele.
W państwie o niewielkim marginesie "rządnosci" rządzonym przez słaby rząd, tak podatnym na rożnego rodzaju naciski, cały aparat państwowy toczy się z ogromna bezwładnością w kierunku zwiekszania korupcji i biurokracji.
W takich warunkach poglądy gospodarcze, choćby nie wiem jak szlachetne i mądre, stanowią sprawę drugorzędna.
Żeby możliwe było zrobienie czegoś z tym bagnem trzeba zwiększyć zakres rzadnosci czyli rząd musi mięć możliwość realnego wpływu na wydarzenia.
Pytacie po co? A właśnie po to żeby możliwy był JAKIKOLWIEK ruch. I tu uwaga liberałowie: Również ruch w kierunku liberalizacji, obniżenia podatków, zlikwidowaniu pączkujących funduszy i zbędnych obciążeń.
No niestety dla "polskich liberałów" (swoją drogą jest to zupełnie osobny byt nie mający tak naprawdę nic wspólnego z liberalizmem) tu pojawia się niemile każdemu mu hasła: uniezależnienie od nacisków z zagranicy, (bolesne, przecież tak kochamy MFW) ograniczenie samowoli bezpieczniakow, ograniczenie korupcji, ops.. przepraszam: lobbingu, ograniczenie wpływów oligarchów, i lokalnych mafiozo.
Niektórzy krzykną: wzmocnienie rządu to zwiększenie centralizmu kosztem oddolnej energii społecznej! Niestety polska praktyka ostatnich lat pokazuje ze w miejsce rządu zamiast "energii społecznej tak pożądanej i wychwalanej w baśniach o idealnym społeczeństwie samorządnym pojawia się i w sile rośnie szlachta "mętnej wody" czyli szemrani biznesmeni, lokalni kacykowie, zwykli bandyci no i oczywiście bezpieczniacy. A to w żaden sposób nie pomaga gospodarce. Na takiej "mętnej wodzie" bardzo ciężko zbudować nowoczesna gospodarkę kapitalistyczna.
ps. Niektórzy dostrzega w tych wynurzeniach cień poglądów partii stale postrzeganej jako nie mającej programu gospodarczego. I słusznie. Nie będę tutaj wzorem "niezależnych ekspertów" nikogo oszukiwał ze jestem "obiektywnym" obserwatorem. Nie jestem.